środa, 31 października 2012

50 shades of Gray

O powieści "50 twarzy Graya" zrobiło się ostatnio tak głośno, że oczywiście nie mogłam przejść obok tego całego zamieszania obojętnie.

Zacznijmy od zarysu fabuły. Naiwna i niewinna studentka, Anastasia Steele, w wyniku przypadku przeprowadza wywiad z zabójczo przystojnym, bajecznie bogatym i bardzo tajemniczym biznesmenem Christianem Grayem. Już przy pierwszym spotkaniu oboje czują do siebie silny pociąg, jednak gdy zaczynają się spotykać, okazuje się, że pan Gray chętnie widziałby Anę jako swoją uległą w relacji BDSM (bondage-dominous, sado-maso). Stopniowo wprowadza ją w świat mrocznych przyjemności.



Książka jest klasyfikowana jako powieść erotyczna (ironicznie określana jako porno dla mamusiek), dlatego nie powinniśmy się dziwić tej nieskomplikowanej i głupiutkiej niczym główna bohaterka fabule. Jednak zagadką dla mnie pozostaje, co przyczyniło się do tak spektakularnego sukcesu wydawniczego w wielu krajach, w tym w Polsce? Dlaczego gospodynie domowe, które dotychczas tylko przeglądały kolorowe czasopisma, nagle połykają 600 stron niezbyt porywającego tekstu? Czy na prawdę aż tak jesteśmy spragnieni niegrzecznych wrażeń kulturalnych? Możliwe. Pozytywem jest tutaj fakt, że nasza kultura jest już na tyle dojrzała i otwarta, że siejąca zgorszenie powieść erotyczna panoszy się na listach bestsellerów, a także otwarcie w rękach czytelników w komunikacji miejskiej.

Jednak czy godzić się z tym, że nie ważne co, ważne żeby czytać? Myślę, że wielu czytelników ze stażem dłuższym niż jedna erotyczna powiastka zgodzi się ze mną, że pod względem literackim jest to nudny, wypocony gniot. Pomijając całą nierealną otoczkę zdarzeń i idiotyzmy fizjologiczne, to gdyby chociaż "momenty" (które nie są w zasadzie momentami, tylko połową treści) przyprawiały o wypieki i przyspieszony rytm serca... Ale pozostaje to w sferze marzeń. I nie chodzi raczej o to, że współżycie bohaterów jest nudne, bo nie jest, ale styl, w jakim autorka je opisuje. "Nie przygryzaj wargi, Anastasio. Wiesz, jak to na mnie działa" - na mnie jak płachta na byka - kiedy czytam to zdanie po raz setny. I wewnętrzna bogini, którą miałam ochotę udusić... Przynajmniej okazuje się, że może być coś gorszego niż psychika bohaterek Meg Cabot.

Jeśli nie szkoda wam dwóch wieczorów i lubicie krytykować tego typu "dzieła" w gronie znajomych, polecam. Ale za cenę rynkową, nawet promocyjną, nie warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Interesuje mnie Twoje zdanie!